Skandynawski chłód

29 września 2019

Skandynawski chłód

Søren Sveistrup wkracza do świata literatury ze swoim debiutanckim kryminałem Kasztanowy ludzik. Autor z zawodu jest scenopisarzem, a jego ostatnią pracę możemy podziwiać w serialu „The Killing”. Historię osadza w Kopenhadze, zimnej, wręcz surowej emocjonalnie. Właśnie tam znajduje się morderca-psychopata, terroryzujący mieszkańców. Przy każdym ciele zostawia własnoręcznie zrobione ludziki, z różnymi dodatkami i szczegółami nawiązującymi do ofiary. Odciski palców należą do osób zaginionych od miesięcy, ale nie do denatek, a ułożenie figurek nie pomaga w pchnięciu sprawy do przodu. Czas ucieka, mieszkańcy coraz mocniej popadają w paranoję, a morderca wydaje się być nie do zatrzymania. Do czasu.

Wielopoziomowość książki podbija dodatkowo sprawa morderstwa z przeszłości, która zdaje się zazębiać z obecnymi seriami. „Kasztanowy ludzik” będzie odtąd prowadził nas po trzech płaszczyznach czasowych – teraźniejszej, przeszłej i refleksji głównego bohatera. W dodatku odwoła się do naszych lęków i to na nich będzie budował całe napięcie. Będzie tu ten pierwotny strach przed przedwczesną śmiercią, ale też skaryfikacją czy szantażem emocjonalnym, że względu na nasze dawne przewinienia. Grzechy przeszłości okazują się być niezapomniane, a kluczowymi są rodzinne tajemnice, o których wie tylko ograniczona grupa osób.

 

Thriller zaangażowany emocjonalnie

Para prowadząca śledztwo to klasyczny zestaw damsko-męski: Naia Thulin, punktualna i oddana funkcjonariuszka oraz Mark Hess, wyrzucony z Europolu ze względu na swoją trudną naturę i niekonwencjonalne podejście do wykonywania obowiązków służbowych. Oboje tkwią po uszy w prywatnych problemach, które z trudnością są w stanie utrzymać poza pracą. Decydują się na introwertyzm, dusząc wszystko w środku, co powoduje wrażenia dodatkowego chłodu i niedostępności. Zwarte szyki pomogą im skupić się w całości na zadaniu, a podjęte tropy, choć wydają się być aż niemożliwe, pozwolą na rozwiązanie sprawy krok po kroku.

Kryminał Sveistrupa jest bardzo metodyczny, poukładany. Wszystkie wątki, poza retrospekcją, idą ze sobą paralelnie, nawet drugoplanowi bohaterowie są ułożeni na tej samej osi czasu i opisywane wydarzenia działają na wszystkich – bezpośrednio lub pośrednio – dzięki czemu dostajemy tez pełen obraz życia zawodowego i prywatnego Nai i Marka. Publikacja, poza dobrze przeprowadzoną osią konstrukcyjną, posiada bardzo wyraziste, wręcz plastyczne obrazy, dzięki którym dosłownie czuje się atmosferę danej sceny. Oko do detali pomaga nie tylko w pełniejszym zgłębieniu opowieści. Uważnemu czytelnikowi pozwoli na wykrycie tropów o wiele szybciej niż samym bohaterom.

 

 

Przeszłość pokazuje, że nikt nigdy nie jest niewinny

9 września 2019

Ile rzeczy może się stać w małej wsi?

Katarzyna Puzyńska po raz jedenasty (!) zabiera nas do wymyślonej przez siebie wsi Lipowo, w której zbrodnie i tajemnice zdają się nie mieć końca. Tym razem, w nowej książce Pokrzyk eksplorować będziemy perypetie starszego małżeństwa, które umiera w niewyjaśnionych okolicznościach, chwilę przed celebracją swojej 65. rocznicy ślubu. Komu może przeszkadzać tak miła para? Czy to przypadek, czy raczej zbrodnia w afekcie?

 

Duchy dzieci, które płoną

Historie o duchach znajdziemy wszędzie. Nie inaczej jest we wsi Wnyki, do której wybiera się Weronika Podgórska, w poszukiwaniu nowego domu dla matki. Tubylcy odradzają jej przekroczenie progu zrujnowanego dworku, w którym straszy duch podpalonego dziecka. Bohaterka, niezrażona lokalnym folklorem postanawia jednak dom zbadać. To, co zobaczy w środku przerazi ją na tyle, że ucieknie. W głowie Weroniki zaczną składać się elementy historii, której z pozoru nie da się połączyć w logiczną całość. Kluczem do sukcesu okaże się nowy właściciel przybytku, Sebastian Madej.

W Lipowie spotykamy się z bohaterami znanymi nam już z poprzednich części. Dla czytelnika, który zaczyna swoją przygodę z twórczością Puzyńskiej od tej pozycji nie ma obaw, z łatwością połączy ze sobą wątki i współzależności między wszystkimi. Powrócimy na chwilę do zagadkowego morderstwa dziennikarki, uwikłanej (a może wrobionej?) w to pani Knopp i perypetii Daniela, który w tej książce prowadzi drogę ku samozagładzie.

Najważniejszym okaże się jednak historia małżeństwa Orłowskich, gdzie autorka reglamentuje tropy, starając się zostawić jak największe pole do popisu dla dedukcji czytelnika. W rozwiązaniu zagadki ich śmierci pomoże Mariusz, były mąż wnuczki Leokadii i Juliana, który wybierze drogę nieoczywistą i niekonwencjonalną, skupiając się na postaci Ady. Co ważne, wydarzenia we Wnykach jak i historia Lipowa zaczną się ze sobą spajać, a zrzucanie wszystkich wina na byłą mundurową, Knopp, wzbudzi we wszystkich podejrzenia, w bardzo ciekawych okolicznościach.

 

Nie ma teraźniejszości bez przeszłości

Państwo Orłowscy stanowią oś narracji dwóch stref, w których działy się zbrodnie w Lipowie. Szczątkowe historie o ich przeszłości zaczynają powoli składać się na szerszy, dość niekonwencjonalny obraz. Autorka zwraca uwagę jak niewiele trzeba, by nie wiedzieć nic o ludziach, których się zna, jak istotne jest pytanie o przeszłość i jej uwarunkowania. Czytelnik ma wrażenie, że prowadzone śledztwa idą jednocześnie, na tej samej osi czasu, stopniowo odsłaniając brakujące elementy w obydwu przypadkach. Zakończenie powieści, jak zawsze, nie pozostawia wątpliwości co do talentu Puzyńskiej. Dla fanów posiada jeszcze jeden, bardzo ważny wymiar – na pewno powstanie kolejna część.